Przeglądając rynek skuterów łatwo zauważyć, że pewne modele obrastają w legendę. Co ciekawe, większość "legendarnych" konstrukcji ma korzenie wrośnięte w makaron i obtoczone delikatnym ciastem na pizze.
Wystarczy spojrzeć na Vespę czy na Zipa.
Jeden skuter jest symbolem powstania skuterowego świata, drugi ucieleśnieniem tego wszystkiego, co nowoczesny skuter posiadać powinien.
Między te dwa pojazdy wspólnego producenta wpasował się trzeci, trochę mniej znany, ale też należący do koncernu Piaggio.
Gilera Runner! Prekursor dużych pięćdziesiątek o sportowym zacięciu.
Komfort i dynamika zaklęte w pięknym opakowaniu skutera.
Zacznijmy jednak od początku.
W 1996 roku światło dzienne ujrzały pierwsze modele Runnera. Docelową grupą mieli być 16-24 latkowie. Czyli grupa uczniów i studentów.
Skuter od razu chwycił za serca owej grupy i za portfele grupy nieco starszej. Nie ma się jednak, co dziwić. Pojazd oferował wszystko to, co oferować powinien motocykl plus to, co zapewnia skuter. Czyli świetny wygląd, wygodna pozycja, dobra ochrona przed wiatrem, niesamowita poręczność i przyzwoita dynamika.
Skuter stał się hitem. Mówiono o nim "skuter z duszą motocykla" i coś w tym jest.
Pojazd od początku "podawany był" z silnikiem chłodzonym cieczą. Gwarantowało to niezawodność i trwałość jednostki. Co ciekawe w przeciwieństwie do Aprili, Gilera konsekwentnie montuje tą samą jednostkę napędową, aż do dzisiaj, z kilkoma wyjątkami w postaci modyfikacji zwanej PureJet, ale o tym później.
Na przestrzeni lat powstało natomiast kilka wersji pojemnościowych zaś pod koniec 2005 roku zaprezentowano znacznie odmłodzonego i jeszcze bardziej "napakowanego" Runnerka.
Warto nadmienić, że przez niemal 10 lat, skuter był produkowany w praktycznie niezmienionej formie, a fabryka ograniczała się do wprowadzania nowych wersji malowań i wypuszczania serii SP.
Czym różniło się SP od zwykłej 50-tki?
Wersja SP miała z założenia być wersją silniejszą i mocniejszą. Osiągnięto to poprzez zastosowanie gaźnika o większej średnicy gardzieli, troszeczkę inaczej zsynchronizowanego układu przeniesienia napędu oraz sportowego wydechu. Taka modyfikacja wykrzesała z silnika dodatkowe pokłady mocy zapewniając bardzo przyzwoite osiągi.
Przyjrzyjmy się jednak samej jednostce napędowej. Od ponad 10 lat ten sam silnik produkowany przez koncern Gillera-Runner. Pomijając model SP, silnik zyskał w zasadzie jedną poważną modyfikację, która de facto stanowi powiedzmy dodatkową opcję - wtrysk.
Tak, od sierpnia 2004 roku, można było wybrać wersję zasilaną elektronicznym wtryskiem paliwa. Taki model nazywa się PureJet i stanowi odpowiedź na coraz bardziej restrykcyjne dla dwusuwów przepisy dotyczące norm wydzielania spalin. W "starej budzie" PureJet produkowany był okrągły roczek.
Włoskie 50-cio centymetrowe serduszko uznawane jest za jedną z najlepszych jednostek, jakie kiedykolwiek były montowane w skuterach. Moc na poziomie 4,2KM pozwalała spokojnie rozpędzać 100kg skuter do prędkości w okolicach 85km/h !
Jest to wynik wyjątkowo dobry, szczególnie, że prędkość ta osiągana była w dość przyjemny i dynamiczny sposób.
Efektem długotrwałej produkcji jednego rodzaju jednostki napędowej jest przeogromna oferta części tuningowych, kitów zwiększających pojemność, wydechów, wariatorów i innych elementów poprawiających nienajgorsze seryjne osiągi. Spotykane są modele tak zmodyfikowane przez właścicieli, że dysponują przyspieszeniami godnymi a czasem przewyższającymi modele o pojemności powyżej 125ccm!
Nie można się jednak dziwić właścicielom, że pragną wyciągać jak najwyższą moc ze swoich Runnerków!
Zawieszenie i hamulce tego skutera zostały zaprojektowane niemalże na wyrost i spokojnie radzą sobie z mocniejszymi jednostkami.
Co ciekawe, podobnie jak silnik tak i hamulce pozostały praktycznie te same. Zaciski renomowanej firmy Grimeca znęcają się od ponad 10 lat nad 220mm tarczą z przodu i 175mm tarczą z tyłu. Oczywiście jak przystało na tak nietuzinkowy pojazd, zawieszenie przednie wykonano w technologii upside-down co stanowiło bardzo nowoczesne rozwiązanie jak na skuterowe standardy lat 90-tych! Nie omieszkano też wyposażyć amortyzatora w podwójne tłumienie olejowe, co zapewniało niesamowicie przyjemną pracę układu. Tył opierał się natomiast na typowym, pojedynczym amortyzatorze ze sprężynką i olejem.
Po faceliftingu tylne zawieszenie zyskało 4-stopniową regulację naprężenia wstępnego, przód pozostał teleskopowym amortyzatorem z 30mm lagami.
A jak wygląda codzienna eksploatacja?
Jak łatwo zauważyć, skuter posiada charakterystyczne nawiewy w okolicy kolan. Niestety jest to największa bolączka Runnera. Użytkownicy narzekają po prostu, że owe nawiewy.... nie działają! W założeniu, miały podnosić komfort użytkowania skutera w warunkach powiedzmy wczesno-porannnych, kiedy powietrze jest chłodne a stawy kolanowe po pewnym czasie przestają się zginać. To nie działało. Chyba, że ktoś zainstalował sobie charakterystyczny ocieplacz. W tedy to i może robiło się cieplej.
Kolejnym powodem do narzekań był przeogromny tunel środkowy. W odmłodzonym modelu znajduje się na nim korek wlewu paliwa, w starym modelu był tam tylko zbiornik. I to nie mały, bo niemal 12 litrowy! Tak duży zbiornik zapewnia skuterowi niesamowity zasięg jak na 50-tke (przy założeniu że skuter pali 3.0l/100km można Runnerem spokojnie przejechać z Warszawy do Rzeszowa!)
Umieszczenie zbiornika paliwa w tunelu umożliwiło wyegzekwowanie dość sporego schowka pod siedzeniem. Wchodzi tam spokojnie integralny kask. I tu kolejne lekkie rozczarowanie.
Producenci wymyślili sobie, że w Runnerach (pierwszej i drugie "generacji") kask będzie się chowało skorupą do góry. Strasznie nie lubię takiego rozwiązania z dwóch powodów. Raz, że ciężko z takiego schowka wyjąć kask i dwa, odwrócony kask skorupą do dołu stanowi sam w sobie mały schoweczek, do którego można upchnąć drobiazg i mieć do nich dostęp. A tak, wsadzimy szpargałki do kasku, odwrócimy kask skorupą do góry i wszystko nam pięknie wysypie się do schowka.
Na pocieszenie niestety nie mamy schowka na drobiazgi ani nawet haczyka na zakupy, więc jedyny sposób na zwiększenie przestrzeni bagażowej to montaż kuferka.
Warto wspomnieć, że Gilera Runner nie jest skuterem dla niskich osób Siedzenie umieszczono na wysokości 815mm. Waga na poziomie 106kg nie zachęcają do jazdy osób poniżej 170ccm. Nie jest to skuter dla osób ceniących sobie lekkie maszynki, które wszędzie się wcisną. Runner to już praktycznie żywa legenda. Skuter jest pełen majestatu i jednocześnie dziecięcego zacięcia. Patrząc na niego widzimy szlachetne linie pomieszane z łobuzerskim charakterem.
Jeśli szukasz niezawodnego pojazdu o ponadczasowej linni - to jest skuter dla Ciebie!
Rewelacyjnie wyposażony, dynamiczny i niedrogi w eksploatacji. Taki właśnie jest Runner.
Jak się prezentuje Runner na polskim rynku wtórnym? Nie najgorzej.
Egzemplarze z pierwszych lat produkcji, czyli 1996-1998 kosztują w granicach 3000zł.
Jeśli chcemy pojazd nieco młodszy, z rocznika 1999-2000 to musimy sięgnąć do kieszeni nieco głębiej, gdyż 3500-4000 zł to minimum za dobry egzemplarz. Warto wspomnieć, że modele SP cieszą się wyższymi cenami i wyższym zainteresowaniem.
Za skuter z przedziału 2001-2006 rok trzeba zapłacić od 4500 do nawet 5500zł, za Pure Jet wiadomo, że cena będzie wyższa.
Kupno używanego pojazdu w nowym designie, czyli nie starszy niż 2 lata, wiąże się z wydatkiem minimum 6000zł.
Warto zwrócić uwagę, że na rynku jest sporo nowych egzemplarzy, które nie sprzedały się w zeszłym roku. W takim wypadku skuter można mieć za 8900zł czyli 1000zł mniej niż rocznikowo nowy.
Plusy:
+ gabaryty
+ świetny silnik
+ mocne hamulce
+ wygląd
+ trwałość konstrukcji
+ spory zbiornik paliwa
+ dużo części zamiennych i tuningowych
Minusy:
- skuter nie dla niskich osób
- tylko jeden schowek
- awaryjny wtrysk paliwa w wersji PureJet
To tylko cztery kroki:
Zarejestruj się