Niedawno przyszło mi poobcować troszkę z dość wyjątkowym motocyklem. Motocyklem, którego nazwę kojarzy niemal każda osoba, która choćby w minimalny sposób interesuje się jednośladami - Banditem...tym większym, tym silniejszym... Co więcej można napisać w zasadzie o legendarnej serii z Hamamatsu? Dowiecie się z poniższego testu.
Bandit jak wspomniałem we wstępie stał się pojazdem niemalże legendarnym. Pierwsze modele dzięki swej agresywnej i dynamicznej linni wzbudzały zachwyt potencjalnych klientów. Suzuki widząc zainteresowanie modelem o pojemności 600ccm postanowiło pójść za ciosem i skonstruowało większego brata - 1200...okazało się to strzałem w 10. Pojazd był na tyle poręczny i dynamiczny, że świetnie spisywał się w mieście. I jednocześnie na tyle stabily i komfortowy, że stosowano go w turystyce. Nie bez znaczenia było wprowadzenie modelu S, który zyskał dość skuteczną owiewkę.
A jak sytuacja wygląda w chwili obecnej?
Sytuacja wygląda wyjątkowo zacnie.
Na pierwszy rzut oka motocykl wygląda mocno niepozornie. Gdyby nie napisy 1250S można by go pomylić z jakąś 600-tką. Przed jazdą pan Michał z Suzuki Motor Poland wypowiedział kilka słów, które w przypadku Bandita były jak najbardziej uzasadnione: "On tylko wygląda niepozornie"...wypowiedź została skwitowana tajemnicznym uśmiechem i przekazaniem kluczyków.
Pierwszy rozruch i... hmm... miłe brzmienie zachęcające wręcz do możliwie szybkiego rozpoczęcia jazdy... sprzęgło..oj ciężkawo chodzi.. ale w końcu to przecież 1250 :D pierwszy bieg..w miare cicho wskakuje i ruszamy.
To co się potem wydarzyło można określić jako beztroski bieg po pokrytej rosą łące. Zero szrpnięć, mega stabilność, niesamowita poręczność i płynność jazdy. Motocykl poprostu zachwyca od pierwszego ruszenia.
Ale to było na dróżce dojazdowej do siedziby Suzuki...wyjazd na ulice i pierwsze porządne odkręcenie gazu rozwiało wizję łączki, pojawił się za to obraz stąpania po rozrzarzonych węglach...i nie chodzi mi o dyskomfort tylko o nieuzasadnioną potrzebę natychmiastowego zwiększenia prędkości z jaką porusza się nasze ciało.
Inaczej mówiąc, siedząc na dużym Bandicie mamy ochotę zap....lać. Jedyne uzasanienie takiego stanu rzeczy jakie przychodzi mi do głowy to to, że nawet jadąc 60km/h na 6 !!!! biegu, po odkreceniu manetki sprzęt momentalnie osiąga prędkość WARP 5 i wysadza nas na planecie "ODJAZD NA MAKSA". Silnik nie mieści się w kategoriach elastyczności...to słowo zupełnie nie oddaje istoty jednostki. Nie zdażyło mi się aby silnik w jakimkolwiek momencie skapitulował i konieczna była redukcja...można o tym zapomnieć. Wrzucasz 3 bieg i całe miast przejeżdżasz bez redukcji...mega genialna sprawa.
Ale nie samą trójką człowiek żyje. Trzeba wspomnieć i o innych biegach.
Bardzo ciekawą sprawą jest fakt, że po wrzuceniu pierwszego biegu, drugi wrzucamy przy 3,5k obr, trzeci takowoż i tak do końca aż prędkość na liczniku zacznie oscylować w granicach 120km/h..co także osiągamy przy ok 4k obr :D
Najlepsze jest to, że biegi wrzucamy tak oj, od niechcenia...bo w sumie to możemy skończyć na trójce i też jechać 120 :D.
Sęk w tym, że między 3,5 a 5k obr, silnik tak słodko mruczy, że aż chce się zostać w tym zakresie. Powyżej zaczyna do nas docierać z wydechu wredny ryk sugerujący, że należy komuś na drodze skopać dupe.
A jest z czego ów ryk uzyskać albowiem cztery garnki dmuchają w komin godny elektrociepłowni Bełchatów :D
Przykrą sprawą, o której przy zmianie biegów wspomnieć należy, jest fakt, iż skrzynia nie jest wybaczająca. Jeśli zmieniamy biegi niechlujnie - będzie głośno, będzie nieprecyzyjnie, będzie wypadać. Jeśli jednak wpadniemy w rytm, poczujemy o co chodzi w skrzyni - będziemy cieszyć się w miare cichym i pewnym wchodzeniem biegów.
Inną sprawą jest, że z silnika dochodzi charakterystyczny grzechocik :D tak typowy dla silników Suzuki...nie jest to jednak coś irytującego a dodaje tylko uroku..
W przypadku samego silnika nie można zapomnieć, iż jest to jednostka zasilana z wtrysku! (niech żyje sonda lambda!)
I w pełni chłodzona cieczą! Wielka chłodnica dba o komfort termiczny cylinderków i robi to wyjątkowo skutecznie (aczkolwiek szkoda, że nie ma na zegarach wskaźnika temperatury - tylko kontrolka informująca nas, że zrobiło się za gorąco)
Co można powiedzieć o pracy? Cicho, płynnie, delikatnie, jedwabiście. Dwa wałki wyrównoważające sprawują się bardzo ładnie. Wibracje są odczuwalne, ale nie są nachalne i męczące. Jedynie pasażer może narzekać na wibrujący prawy podnóżek, który jest umieszczony tuż nad wielkim wydechem...ale to akurat jest zrozumiałe.
Dajmy już spokój silnikowi i popatrzmy na resztę...czyli hamulce i zawieszenie.
Hamulce.
Nietrudno się domyśleć, że duży Bandit swoje ważyć może. I waży...
Trzeba więc jakoś tą chętną do szybkiej jazdy masę powstrzymać. Hamulce Tokico robią to perfekcyjnie. Siła z jaką hamujemy przednim hamulcem jest niesamowicie wyczuwalna i łatwa do dozowania. W każdym momencie czujemy na ile można sobie jeszcze pozwolić. Niestety nie można tego powiedzieć o tylnym hamulcu Nissina. Działa on bardziej zero jednykowo i naprawdę trudno go wyczuć.
Całe szczęście, że jest bardzo dobrze i odczuwalnie działający ABS..bez niego hamowanie na śliskiej nawierzchni kończyłoby się efektownymi slidami...poprostu nie czuć kiedy zablokuje się tylne koło. Może bardziej miekkie klocki by rozwiązały problem?
Grzechem byłoby nie wspomnieć o rewelacyjnie trzymających oponkach Dunlop SportMax. Gumki sprawowały się rewelacyjnie tak na suchej jak i mokrej nawierzchni dając spory zakres bezpieczeństwa. Niestety widać było, że są to jednosezonówki - tylna już powoli kwalifikowała się do wymiany...a moto miało przejechanie raptem 3,5kkm!
Zawieszenie.
Mamy tu doczynienia z typowym rozwiązaniem. Z przodu upside-dwon z tyłu wahacz wleczony z pojedynczym elementem resorującym.
W obu przypadkach mamy regulację naprężenia wstępnego. Niestety regulacja tyłu wymaga podejścia filozoficznego z elementami Shao-Lin. Pomijając kwestie regulacji zawieszenie można określić jednym słowem - rewelacja.
Pięknie wybiera asfalt z pośród dziur, dzięki czemu mimo jazdy po warszawskich drogach można mówić o komforcie. Poza miastem jest jeszcze lepiej. Każdy zakręt to eksplozja euforii i wzrost adrenaliny. Płynność, stabilność i przewidywalność. Tak, Bandit poprostu prowadzi się genialnie. Koniec, kropa i nikt mi nie zaprzeczy. Trzeba tylko uważać na wyjściu z zakrętu bo można zrobić pięknego powersilda :D ehh ten moment obrotowy...
A co zobaczymy po zajęciu miejsca kierowcy?
W zasadzie totalny standardzik. Piękne, niemalże artystyczne zegary (chociaż jestem zwolennikiem analogowych wskaźników), niezbyt duża ale skuteczna owiewka i precyzyjne, dobrze rozmieszczone pstryczki elektryczki. Wszystko jest na swoim miejscu, łatwo dostępne i precyzyjnie działające. Nic dodać nic ująć.
Jak już wcześniej wspominałem, brakuje wskaźnika temperatury cieczy chłodzącej...i przydałby się fajny bajerek - komputerek wskazujący aktualne zużycie paliwa i teoretyczny zasięg. Ale to już takie tylko marzenia :D
Przekręcenie kluczyka wywołuje test zegarów i charakterystyczne uzbrajanie wtrysku. Roruch i już silnik pracuje. Z początku trochę szybciej aby po chwili uzyskać temperaturę roboczą i normalne, wolne obroty. Bez eksplozji bez maniery.
Wspomnieć należy też o ochronie przed wiatrem i warunkami atmosferycznymi. Tutaj nie ma większych zastrzeżeń. Do 160km/h można jechać spokojnie z wyporostowaną pozycją, powyżej warto już się trochę pochylić. Co nie zmienia faktu, że nawet przy 220km/h (praktycznie prędkość maksymalna) jedzie się pewnie i całkiem komfortowo.
Jazda w deszczu nie nastręcza większych problemów o ile jesteśmy odpowiednio ubrani. Co jakiś czas wystarczy tylko przetrzeć szybkę kasku i dalej jechać te 120km/h....
Podsumujmy.
Suzuki GSF1250S Bandit jest motocyklem wyjątkowym pod każdym względem. Niesamowicie poręczny w mieście, bardzo wygodny i łatwy w prowadzeniu. Jest to maszyna, którą o dziwo można z powodzeniem polecić osobie, która chce się przesiąść np. z 500-tki na coś bardzo konkretnego. Niskie, jak na 1250ccm, spalanie (na poziomie 7,5l/100km) nie sprawi permanentej suszy w naszym porfelu. Jednocześnie dynamika i elastyczność silnika wywoła bardzo szeroki uśmiech na twarzy właściciela. Możliwości jakie dają hamulce i zawieszenie, sprawią iż każda droga stoi otworem. Komfort jazdy pozwoli na długą jazdę z przerwami w zasadzie na tankowanie.. no i jest to jeden z nielicznych moto, które całkiem ładnie wygląda z kufrem centralnym :D
Czy zatem warto zainwestować w Bandita? Moim zdaniem tak.
Nasza ocena:
5
Plusy:
- niesamowity silnik
- stosunkowo niskie zużycie paliwa
- design
- zawieszenie
- przedi hamulec
- ABS
- niesamowita poręczność i łatwość prowadzenia
- wysoki komfort
Minusy:
- dość wymagająca skrzynia biegów
- trudności w dostaniu się do regulacji tylnego zawieszenia (coprawda reguluje się raz a dobrze, ale jakoś się trzeba do tej regulacji dostać)
- taki sobie tylny hamulec
- irytujący wlew paliwa, z którym trzeba się nieźle bawić, żeby zalać na full
- rama mogłaby być aluminiowa...
Motocykl do testów udostępniła firma:
Suzuki Motor Poland
To tylko cztery kroki:
Zarejestruj się