Honda VFR1200F
Motocykle japońskie rzadko zyskują przydomek „legendarnych”. Jeśli już jednak, któryś zyska ten zaszczytny tytuł, jest 80% szansy, że będzie to motocykl Hondy.
Wystarczy przypomnieć serię CB, która modelem seven-fifty wywołała spore zamieszanie na rynku amerykańskim i którą kojarzą nawet osoby z motocyklami nie mające wiele wspólnego.
Nie bez echa odbiło się tez pojawienie pierwszego modelu VF750. Modelu, w którym zastosowano rewolucyjny jak na motocyklowe standardy silnik – widlastą czwórkę.
Oczywiście, Honda nie obyła się bez paru konstrukcyjnych wpadek. Mimo to VF stał się dość popularnym jednośladem i w 1986 roku doczekał się sportowego braciszka.
Przez pierwsze lata, motocykl odniósł kilka sukcesów w klasię Superbike (Fred Merkel dwa razy z rzędu stawał na podium)
Na nieszczęście Hondy, na początku lat 90-tych, tzw. wyścig zbrojeń, nabrał bardzo szybkiego tempa. VFR750 zaczęło zwyczajnie brakować oddechu.
Gwoździem do sportowej trumny było pojawienie się GSXR750. Rzędowa czwórka skutecznie wyleczyła inżynierów Hondy z pomysłów rozwoju VFR`ki jako motocykla klasy Superbike.
Tak jak w przypadku zawodowych piłkarzy (nie dotyczy polskiej reprezentacji), starzy zawodnicy ustępują miejsca młodym. Sami zaś zaczynają zajmować się trenowaniem młodych itp. itd.
VFR opuściła tor wyścigowy, założyła kuferki i do dzisiaj jest świetnym, szybkim motocyklem turystycznym.
Na przełomie wieków dołożono parę centymetrów sześciennych i dodano wtrysk a w 2002 roku motocykl przeszedł gruntowny lifting. W 2006 roku, święty Mikołaj przyniósł VFR-ce w prezencie system zmiennych faz rozrządu V-TEC.
Do dzisiaj jednak 800-tka jest produkowana w niezmienionej od 2002 roku formie i mimo nie małej ceny, cieszy się sporym zainteresowaniem.
Tak po ponad 20 latach historii, wielu spekulacjach i domysłach Honda zaprezentowała maszynę, którą określa jako „najwyższą formę motocykla sportowo-turystycznego”.
Sprawdźmy więc czy faktycznie VFR1200F to Everest motocyklowej technologii.
Honda twierdzi, że motocykl jest tak zaprojektowany, że każdy motocyklista będzie czuł się na nim komfortowo. Wszystko dla tego, że Japończycy nauczyli się słuchać klientów.
Posłuchali, czego ludzie by chcieli, przeanalizowali swoje możliwości, wzięli ołówek do ręki i stworzyli motocykl o jakim wielu z nas śniło.
Technologie prosto z toru wyścigowego wypełniają ten motocykl po brzegi.
Ale nie jest to zwykłe zamontowanie części i dowidzenia. Rozwiązania te zostały tak przekonstruowane i rozwinięte, aby kierowca z nastawieniem sportowym, czuł pod sobą maszynę sportową. Natomiast kierowca myślący o turystyce – czuł motocykl turystyczny.
Największą dumą Hondy, jest całkowicie nowy, zaprojektowany od podstaw silnik UNICAM.
Cztery cylindry, układ V i 1237 centymetrów sześciennych. Ciekawostką tej konstrukcji, jest fakt, iż silnik wykazuje się dynamiką i reakcją typową dla silników rzędowych, ale dysponuje przy tym, typowym dla V4 dźwiękiem i charakterem.
Unikatowość silnika na samej pracy się nie kończy. Z zewnątrz, dzięki wzorowaniu się na rozwiązania głowic cylindrów w serii CRF, silnik sprawia wrażenie bardzo kompaktowego. To z kolei pozytywnie wpływa na rozkład mas motocykla, a im niżej środek ciężkości motocykla, tym łatwiej i stabilniej się prowadzi.
Co ciekawe tylne cylindry silnika zostały maksymalnie do siebie zbliżone, z kolei przednie trochę od siebie odsunięto. Dzięki takiemu układowi, tylne cylindry mieszczą się idealnie między nogami kierowcy. Dodatkowo w połączeniu z rozrządem o zmiennych fazach uzyskano znacznie mniejsze wibracje.
Układ przeniesienia napędu także został zaprojektowany z myślą o jak największej ergonomii.
Dla tego właśnie zastosowano monowahacz z niezawodnym i wytrzymałym wałem kardana.
Rozwiązanie wprost genialne i podbijające serce każdego motocyklisty, który miał kiedykolwiek przyjemność przejechać się motocyklem z kardanem.
Głównymi celami jakie inżynierowie założyli sobie podczas projektowania skrzyni biegów, sprzęgła i wału kardana było osiągnąć stabilność przy dużych prędkościach, mieć świetną kontrolę podczas silnych redukcji, przekazać możliwie dużo mocy silnika na kole i zapewnić świetne zachowanie motocykla w zakrętach.
Nie mogło zabraknąć w tej klasie motocykla sprzęgła tzw. antyhoppingowego. To właśnie dzięki niemu podczas redukcji biegu, następuje uślizg sprzęgła a nie tylnego koła. Co jest nie bez znaczenia przy zastosowaniu wcześniej wymienionego kardana, który twardo i sztywno przekazuje moc między silnikiem a kołem.
Długość monowahacza została tak dobrana, aby motocykl wykazywał się idealnym wyważeniem, ale też świetnie sprawował się w zakrętach i zapewniał stabilność przy większych prędkościach.
Za odpowiednie prowadzenie tylnego koła odpowiada także amortyzator Pro-Link wyposażony w regulację naprężenia wstępnego oraz tłumienia powrotu. Przód natomiast obsługiwany jest przez przez 43mm widelec teleskopowy z wszechstronną możliwością regulacji.
Również rama i zawieszenie motocykla stanowi klasę samą w sobie.
Mocna, aluminiowa rama typu twin-spar, jest zarówno lekką jak i sztywną konstrukcją znaną z najwyższej klasy motocykli sportowych.
Jak to wszystko jednak wygląda od strony typowego Kowalskiego?
Mamy motocykl. Jednym się będzie podobał innym niekoniecznie.
VFR1200F jest motocyklem bardzo stonowanym. Linia boczna jest nowoczesna, sportowa i dynamiczna, ale jednocześnie zawiera w sobie nuty typowych turystyków.
Nie znajdziemy tu ostrych agresywnych linii. Raczej dominują łagodne krzywizny, świadczące o uniwersalnym przeznaczeniu motocykla.
Motocykl nie sprawia wrażenia nabitego i spuchniętego, jak to jest w przypadku np. Kawasaki ZZR1400 czy Yamahy FJR1300.
Uwagę skupia futurystyczna ale modna puszka wydechu. Producent zapewnia, że dźwięk motocykla będzie wywoływał gęsią skórkę w każdym zakresie obrotów. Musimy na razie wierzyć na słowo.
Wydech skutecznie podkreśla prawy profil Hondy, trochę jednak zasłania monowahacz, tak pięknie wyeksponowany w przypadku modelu VFR800. Fani customizingu będą mieli tu pole do popisu, bo szkoda marnować urok monowahacza, przysłaniając go wydechem, szczególnie, że z lewej strony widać go w pełnej krasie.
Trzeba przyznać, że lewy profil to prawdziwa eksplozja szczegółów. W przeciwieństwie do strony prawej, nie mamy tu całkowicie zabudowanych elementów wprawiających motocykl w życie. Zaraz za srebrną owiewką z napisem VFR znajdziemy plątaninę rur, poprzykręcanych elementów i nawet jedno cięgło. Ale nie ważne co widzimy. Ważne jak to wszystko razem wygląda. Wszystko harmonijnie poukładane, wszystko ma swoje miejsce w szeregu. Technologiczny absolut.
Niesamowite wrażenie robi wspomniany wielokrotnie monowahacz.
Na szczególną uwagę zasługują proporcje jakie dobrano przy projektowaniu wahacza. Tu nic nie wygląda na za duże ani za małe. Wygląda idealnie. Idealny stosunek długości do grubości.
Do tego rozmiar tarczy hamulcowej i koła, podkreślające harmonię proporcji.
Jeśli nagle ujrzymy w lusterku wstecznym motocykl o wyjątkowo „wrednym” spojrzeniu, możemy być pewni, że jedzie za nami właśnie VFR-ka. Mocno zachodząca na reflektor owiewka nadaje agresywności motocyklowi. Srebrne krawędzie czachy sprawiają wrażenie jakby szybę motocykla otaczały płomienie. Efekt podkreśla sama szyba, która zachodzi krawędziami aż do reflektora.
Dodatkowo boczne owiewki nie przylegają idealnie do czachy, tylko tworzą wąskie chwyty powietrza na wysokości reflektora.
Całość wygląda, jakby reflektor był pucharem, z którego bucha płomień formujący przednią owiewkę wraz z szybą. Harmonię burzą tylko lusterka, które nasuwają myśl jakby zostały zaprojektowane przez zupełnie innych inżynierów.
Nawet tył motocykla, mimo że na pierwszy rzut oka może zupełnie nie pasować do przodu, jeśli się dobrze przyjrzymy, okaże się że idealnie współgra z całym motocyklem.
Prawdę mówiąc, wszystko w tym motocyklu wygląda na idealnie z balansowaneś i proporcjonalne.
Zupełnie jakby inżynierowie Wszyscy znamy rysunek Leonardo Da Vinci, przedstawiający człowieka wpisanego wkoło... to teraz wyobraźcie sobie, że zamiast człowieka jest VFR1200F.
To właśnie uczyniła Honda.
Dopełnieniem tego pięknego obrazu jest tył pojazdu. Dopiero tu zobaczymy fenomen wydechu motocykla. Dwa wyloty, z czego jeden drożny cały czas, drugi zaś otwiera się po przekroczeniu odpowiedniej prędkości obrotowej silnika. Dzięki temu, silnik ma mieć zawsze świetny dźwięk.
Wygląda to co najmniej dziwacznie. Miejmy nadzieję, że się sprawdza.
Za kierownicą VFR1200F, także zadbano aby wszystko było rozmieszczone w pełnej harmonii.
Zegary formą przypominają te z VFR800. Zmieniono ich wygląd, aby bardziej pasował do charakteru motocykla. Na środku mamy klasyczny, analogowy obrotomierz. Natomiast po bokach umieszczono wyświetlacze cyfrowe. Całość zwieńcza zestaw kontrolek.
Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, iż zestaw wskaźników informuje nas absolutnie o wszystkim. Począwszy od prędkości aktualnej, poprzez temperaturę powietrza, cieczy chłodzącej, zawartości zbiornika paliwa, kończąc na kontrolkach wtrysku, abs`u i checkengine.
Wszystko w pięknej formie przypominającej skrzydlatą kulę.
Pod ręką natomiast kierowca będzie miał całkowicie standardowy zestaw przełączników.
Wbrew spekulacjom, Honda nie potwierdziła, aby wyposażyła VFR1200F w skrzynię biegów obsługiwaną kciukiem. Zdjęcia motocykla także nie potwierdzają takiej wersji. Pod lewym kciukiem mamy zwyczajnie przycisk kierunkowskazów, klakson i włącznik świateł długich. Nie mogło zabraknąć przycisku pass pod palcem wskazującym.
Co ważne, zarówno dźwignia hydraulicznego sprzęgła jak i przedniego hamulca mają możliwość regulacji odległości od kierownicy.
Pod prawą ręką do dyspozycji będziemy mieli przełącznik zapłonu, przycisk startera oraz włącznik świateł awaryjnych.
Brakuje włącznika świateł mijania można więc założyć, że światła owe włączają się po przekręceniu kluczyka w stacyjce.
Zaskakuje też brak elektrycznej regulacji wysokości szyby. Motocykl, który aspiruje do miana najlepszego sport-turysty, powinien posiadać tego typu regulacje.
Ale może się czepiam.
Jakby nie patrzeć, Honda zaprezentowała niezwykły motocykl. Muszę przyznać, że z początku podchodziłem do VFR1200F ze sporą dozą nieufności. Nie do końca podobał mi się przód motocykla. Wydawało mi się, że cały pojazd nie trzyma się kupy.
Jednak po kilku chwilach przyglądania się motocyklowi z różnych perspektyw moje wątpliwości były sukcesywnie rozwiewane, aż do momentu kiedy poczułem zachwyt na prostą a jednocześnie zawiłą konstrukcją.
Z pewnością ten motocykl mocno zamiesza na rynku mocnych propozycji sportowo-turystycznych.
Yamaha FJR1300 z pewnością będzie miała teraz bardzo poważnego konkurenta.
Szczególnie, że VFR1200F skutecznie burzy konwencje, że motocykl sportowo-turystyczny o dużej pojemności, musi sprawiać wrażenie spasionego jamnika..